Mądrość z książek: W pogoni za męskością
Skończyłem czytać Dzikie serce Johna Eldredge’a. Nie pamiętam już, kiedy po raz ostatni jakaś książka tak bardzo mnie zainspirowała. Wynotowywałem fragment za fragmentem, aby później jeszcze raz do nich wrócić i zestawić je z własnym życiem, przemyśleniami i fantazjami... Dla wszystkich mężczyzn, którzy czują, że stracili kontrolę nad własnym życiem, szukają inspiracji, sensu, a przede wszystkim Bożego zamysłu dla swojego życia.
(...) Dorothy Sayers napisała, że Kościół "przyciął krótko pazury Lwu Judy", czyniąc z niego udomowione zwierzę dla bladych kleryków i pobożnych starszych pań". Czy takiego Boga znajdujemy w Biblii?.
(...) Jezus nie jest "kapłanem kapłonem" ani bladym ministrantem uczesanym z przedziałkiem pośrodku, mówiącym cicho, unikającym konfrontacji, który w końcu pozwala się zabić, bo nie ma innego wyjścia. On pracuje w drewnie, zdobywa zaufanie dokerów. Jest Panem Zastępów, kapitanem wojsk anielskich. Kiedy Chrystus wraca, staje na czele groźnej kompanii, siedzi na białym koniu i dzierży ostry miecz, a Jego szata skąpana jest we krwi (zob. Ap 19). Według mnie ten wizerunek bardziej przypomina postać Williama Wallace'a niż Matki Teresy.
Nie ma wątpliwości – w sercu Boga jest coś gwałtownego.
(...) Wtedy przypomniałem sobie, że Bóg – po tym, jak wszystko stworzył – obwieścił, że to jest dobre. Dzięki temu możemy się dowiedzieć, że On woli raczej przygodę, niebezpieczeństwo, ryzyko, element niespodzianki. Wszelkie stworzenia są niepokornie dzikie. I Bóg takimi je kocha.
(...) Jak to się dzieje, że mężczyźni, zaglądając do swoich serc, nie odkrywają niczego mężnego, niebezpiecznego, a znajdują jedynie gniew, żądzę i strach? Sam też czuję się częściej zastraszony niż dzielny. Dlaczego tak jest? Sto piędziesiąt lat temu Henry David Thoreau napisał: "Większość mężczyzn prowadzi życie cichej rozpaczy" i wydaje się, że od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Pewna kwestia z filmu Braveheart – Waleczne Serce brzmi: "Wszyscy muszą umrzeć, ale nie wszyscy tak naprawdę żyją". Podobnie większość kobiet wiedzie życie cichej rezygnacji, wyrzekając się swojej nadziei na spotkanie prawdziwego mężczyzny.
(...) Ed Sissman pisze:
Mężczyźni po czterdziestce,
Patrzą w światła nocy, nie mogą spać.
Ciągle dręczy ich myśl,
Kiedy zrobili fałszywy ruch
I czemu życie tak długo trwa.
(...) Skąd się bierze męskość?
Chcąc zrozumieć, w jaki sposób mężczyzna zostaje zraniony, musicie pojąć najważniejszą prawdę o wędrówce chłopca do męskości: męskość musi zostać nadana. Chłopiec uczy się, kim jest i co ma do dyspozycji, od mężczyzny albo w towarzystwie mężczyzny. Nie może się tego nauczyć gdzie indziej.
(...) Ta sama siła, tak istotna dla mężczyzn, jest także tym, co czyni z nich bohaterów. Jeśli okolica jest bezpieczna, to właśnie dzięki męskiej sile. Niewolnictwo zostało zniesione dzięki sile mężczyzn, za straszliwą cenę, jaką musieli zapłacić oni i ich rodziny. Naziści zostali pokonani siłą mężczyzn. Apartheidu nie zniesiono dzięki kobietom. A kto oddał swe miejsca w łodziach ratunkowych na Titanicu, żeby można uratować kobiety i dzieci? I czy zapomnieliśmy – że to Mężczyzna pozwolił się przybić do krzyża Kalwarii? To nie znaczy, że kobiety nie potrafią być heroiczne. Znam wiele heroicznych kobiet. To ma nam tylko przypomnieć, że Bóg stworzył mężczyzn właśnie takich, gdyż zdecydowanie potrzebujemy, żeby oni tacy byli. Tak, mężczyzna jest niebezpieczny. Tak jak skalpel. Może zranić albo uratować komuś życie. Nie sprawisz, żeby stał się bezpieczny, przytępiając go. Musisz włożyć go w ręce kogoś, kto wie, co się z nim robi.
(...) Kościół chciałby sądzić, że wtajemnicza mężczyzn, ale tego nie robi. W co takiego wprowadza mężczyzn Kościół? Do czego ich wzywa? Aby byli moralni. To żałośnie niewystarczające. Moralność to dobra rzecz, ale tu nie chodzi o moralność. Paweł mówi, że na Prawie opiera się wychowanie dziecka, ale nie wychowanie syna. Syn jest zaproszony do czegoś więcej. Dostaje kluczyki do samochodu, wsiada i rusza z ojcem w jakąś niebezpieczną podróż.
(...) Większość z nas błędnie interpretuje życie i to, co od dawna robi Bóg. "Myślę, że po prostu staram się zmusić Boga, aby sprawił, żeby moje życie było łatwiejsze", wyznał pewien mój pacjent, ale mógłby przemawiać w imieniu nas wszystkich. Zadajemy złe pytania. Większość z nas pyta: "Dlaczego dopuściłeś żeby to mi się przydarzyło?". Albo: "Dlaczego nie pomogłeś mi... (wybierz właściwe dokończenie: odnieść sukcesu, wyprowadzić dzieci na prostą, naprawić małżeństwa – sam wiesz, z jakiego powodu narzekasz)". Jednak żeby wkroczyć na drogę inicjacji z Bogiem, trzeba mieć nowy zestaw pytań: Czego próbujesz mnie nauczyć? Jakie pytania starasz się wzbudzić w moim sercu? Co chcesz, żebym zrozumiał? Z czego mam zrezygnować? Prawdę mówiąc, Bóg próbuje dokonać twojej inicjacji już od dawna. Na drodze stoi tylko to, że nie radzisz sobie ze swoją raną i życiem, które w oparciu o nią zbudowałeś.
(...) Jeśli nie rozumiesz, czym jest twoje fałszywe ja, zapytaj ludzi którzy z tobą żyją i pracują: "Jak na ciebie działam? Jak ci się ze mną żyje (albo pracuje)? O czym nie rozmawiałbyś ze mną swobodnie?". Jeśli nigdy nie powiedziałeś słowa na spotkaniu, ponieważ boisz się, że możesz powiedzieć coś głupiego, to nadszedł czas, żeby przemówić. Jeśli zawsze dominujesz na spotkaniach, ponieważ czujesz, że twoje poczucie wartości bierze się z rządzenia, wtedy na jakiś czas musisz ucichnąć. Jeśli masz bzika na punkcie sportu, ponieważ najlepiej czujesz się na boisku, wtedy prawdopodobnie nastała pora, by zrobić sobie przerwę i zostać z rodziną w domu. Jeśli nigdy nie rozegrałeś meczu z mężczyznami, to czas żebyś wybrał się z kumplami do sali gimnastycznej i powrzucał do kosza. Innymi słowy, musisz ruszyć na swoje lęki z podniesioną głową. Zrzucić figowy listek i wyjść z ukrycia. Na jak długo? Na dłużej niż pewnie byś chciał, wystarczająco długo, by ożywić twoje najgłębsze problemy, żeby spod tego wszystkiego mogła wydobyć się na powierzchnię twoja rana.
(...) Chciałbym galopować na ratunek tym, którzy zostali postrzeleni. Kiedy pewnego dnia siedziałem w swoim gabinecie, Bóg przemówił do mnie na temat tego obrazu i mojej w nim roli. "Nie możesz być mężczyzną, który ratuje, jeśli najpierw nie będziesz tym bez konia, który potrzebuje ratunku". Tak. Prawdziwa siła nie bierze się z brawury. Dopóki nie przeżyjemy załamania, nasze życie będzie skupiało się na nas samych, będziemy polegać tylko na sobie; siła, którą mamy, będzie tylko naszą siłą. Jeśli myślisz, że jesteś kimś i coś potrafisz to do czego ci Bóg? Nie ufam człowiekowi, który nie cierpiał;
"Chciałbym być Williamem Wallace'em, prowadzić ludzi do boju z wielkim mieczem w dłoni", westchnął kiedyś mój przyjaciel. "Jednak czuję się jak ten facet z tyłu, w czwartym rzędzie, z motyką w ręce". To jest kłamstwo Wroga – że twoje miejsce jest pozbawione jakiegokolwiek znaczenia, że tak właściwie nie jesteś naprawdę uzbrojony. W swoim życiu jesteś Williamem Wallace'em – a kim miałbyś być?
(...) Wojownik ma przede wszystkim wizję – coś, co wykracza poza jego własne życie, jakąś sprawę większą niż ocalenie siebie. Korzeniem wszystkich naszych nieszczęść i fałszywego ja jest to, że staramy się ocalić własne życie i je tracimy. Chrystus wzywa mężczyznę dalej: "Kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je" (Mk 8:35). I znowu, nie chodzi tylko o to, żeby być gotowym umrzeć za Chrystusa; chodzi o coś o wiele bardziej powszedniego. Przez lata wszystkie swoje siły poświęciłem, aby nie dopuścić do nieszczęść w swoim życiu i zyskać odrobinę przyjemności. Całe tygodnie marnowałem na borykanie się z kłopotami albo na pobłażanie sobie. Byłem najemnikiem. Najemnik walczy dla zapłaty, dla własnej korzyści i swoje życie poświęca tylko dla siebie. Prawdziwy wojownik służy czemuś – albo Komuś – większemu niż on sam. W tym tkwi wzruszająca siła listu Ballou, na tym polega sekret wojowniczego serca Jezusa.
Po drugie, wojownik jest sprytny. Wie, kiedy ma walczyć, a kiedy uciekać; potrafi wyczuć pułapkę i nigdy nie atakuje na ślepo. Wie, jaką ma wziąć broń i jak jej używać. Bez względu na to, na jaki konkretny teren jesteś wezwany – do domu, pracy, królestwa sztuki czy przemysłu, świata polityki – zawsze spotkasz trzech wrogów: świat, ciało i Szatana. Tworzą coś w rodzaju nieświętej trójcy.
(...) Kilka lat temu Brent dał mi pewną radę, która zmieniła moje życie: "Niech ludzie poczują wagę tego, kim jesteś – powiedział – i pozwól im sobie z tym poradzić".
(...) Czy z wiedzy – jesteś ekspertem i inni muszą przychodzić do ciebie i ci się kłaniać? Czy z twojego stanowiska, stopnia albo tytułu? Biały kitel, "dr" przed nazwiskiem, podium albo biurko wykładane boazerią potrafi sprawić, że facet czuje się naprawdę ważny. Jak się poczujesz, gdy ci zaproponuję, abyś z tego zrezygnował? Odłóż na chwilę tę książkę i zastanów się, jakie zdanie miałbyś o sobie gdybyś jutro stracił wszystko, za co ceni cię świat. "Bez Chrystusa człowiek musi ponieść nikczemną klęskę – mówi MacDonald – albo odnieść sukces jeszcze bardziej nikczemny". Jezus ostrzega nas przed wszystkim, co daje fałszywe poczucie władzy.
(...) Świat pozerów drży, kiedy pojawia się prawdziwy mężczyzna. Zrobią wszystko, co trzeba, że by cofnąć cię z powrotem do szeregu – będą ci grozić, przekupywać cię, kusić, kopać pod tobą. Oni ukrzyżowali Jezusa. Ale to nie poskutkowało. Musisz pozwolić ujawnić się swojej sile. Pamiętasz Chrystusa w Ogrójcu, siłę tylko samej Jego obecności? Wielu z nas rzeczywiście boi się ujawnić swoją siłę, ponieważ w świecie nie ma dla niej miejsca. Świat przykręca jej śrubę. Niech ludzie poczują wagę tego, kim jesteś, i niech się z tym pomęczą.
(...) Miała rację: rzeczywistość potrafi być surowa i zamykasz na nią oczy, gdy jesteś w niebezpieczeństwie. Lecz jeśli nie stawisz czoła wrogowi w całej jego ciemnej mocy, wtedy pewnego mrocznego dnia wróg uderzy na ciebie znienacka i zniszczy, podczas gdy ty będziesz zwrócony w inną stronę.
Frederick Buechner
(...) A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa i nie umiłowali dusz swych – aż do śmierci (Ap 12:11).
Najbardziej niebezpiecznym człowiekiem na ziemi jest ten, który pogodził się z własną śmiercią. "Wszyscy ludzie umierają i niewielu naprawdę żyje".
(...) Odwaga jest sprzecznością niemal w założeniu. Oznacza silne pragnienie życia, przybierające formę gotowości na śmierć. "Kto straci swe życie, znajdzie je", to nie kawałek mistycyzmu dla świętych i herosów. To codzienna rada dla żeglarzy i alpinistów. Powinna być wydrukowana w przewodniku po Alpach albo w książce treningowej. Paradoksem jest sama zasada odwagi, nawet całkiem ziemskiej i całkiem brutalnej. Człowiek odcięty przez morze zdoła uratować życie, jeśli zaryzykuje przejście nad przepaścią. Może wymknąć się śmierci, posuwając się nad nią cal po calu. Żołnierz otoczony przez wroga, jeśli ma znaleźć drogę ucieczki, musi połączyć silne pragnienie przeżycia z dziwną beztroską wobec śmierci. Nie może tylko trzymać się życia, bo wtedy będzie tchórzem i nie ucieknie. Nie może tylko czekać na śmierć, bo wtedy będzie samobójcą i nie ucieknie.
Musi szukać życia w duchu szalonej obojętności na nie; musi pragnąć życia jak wody, a jednak pić śmierć jak wino.
(...) Zauważcie – kiedy upadł król Dawid? Jakie były okoliczności jego romansu z Batszebą? "Na początku roku, gdy królowie zwykli wychodzić na wojnę, Dawid wyprawił Joaba i swoje sługi wraz z całym Izraelem (2Sm 11:1). Dawid przestał być wojownikiem; wysłał innych, aby za niego walczyli. Znudzony, zadowolony z siebie i syty, przechadzał się po dachu swego pałacu, szukając czegoś co by go zabawiło. Zły pokazuje mu Batszebę, i reszta staje się historią – która, jak dobrze wiemy, lubi się powtarzać. William Gurnall w książce The Christian in Full Armor (Chrześcijanin w pełnej zbroi Bożej) ostrzega nas:
Wytrwanie do końca stanie się zadrą pod twoim siodłem, cierniem w twoim ciele. Droga przed tobą zdaje się nie mieć końca, a twoja dusza błaga o zwolnienie przed czasem. Kolejna trudność w twoim powołaniu może przeważyć. Znaliśmy wielu, którzy wstąpili do wojsk Chrystusa i podobało im się bycie żołnierzem w jednej czy dwóch bitwach, ale wkrótce mieli dość i dezerterowali. Zaciągnęli się na chrześcijańską służbę pod wpływem impulsu (...) i równie łatwo jest ich nakłonić do rezygnacji z niej. Jak księżyc w nowiu świecą trochę na początku wieczora, ale zachodzą, nim skończy się noc.
(...) Codzienne spędzanie czasu z Bogiem nie polega na akademickim studiowaniu czy wertowaniu Pisma lub czymś podobnym. Ma to być nawiązanie kontaktu z Bogiem. Musimy mieć z Nim otwartą łączność i wykorzystać wszystko, co nam w tym pomoże. Czasami słucham muzyki; kiedy indziej czytam Pismo Święte albo fragment jakiejś książki; często piszę dziennik; nieraz wybieram się na przejażdżkę; są też takie dni, kiedy potrzeba mi ciszy i samotności i wschodzącego słońca. Rzecz w tym, aby robić to, co sprowadzi nas do naszego serca i serca Boga. Wielokrotnie Bóg uchronił mnie przed zasadzką, o której nadejściu nie miałem pojęcia.
(...) Maurice Roberts w The Thought of God (Boża myśl):
Ekstaza i radość są istotne dla duszy wierzącego i wspierają uświęcenie. Nie mamy żyć bez duchowego uniesienia (...) wierzący znajdzie się w duchowym niebezpieczeństwie, jeśli pozwoli sobie przez jakiś czas obchodzić się bez smakowania miłości Chrystusa (...). Kiedy Chrystus przestaje dawać sercu spełnienie, dusza po kryjomu wyruszy w poszukiwaniu innych kochanków.
(...) Kryzys męskości pojawia się dzisiaj, ponieważ znikła kultura wojownika i mężczyźni nie mają miejsca, gdzie mogliby uczyć się walczyć jak mężczyźni. Nie potrzebujemy spotkań Naprawdę Miłych Facetów; potrzeba nam zebrań Naprawdę Groźnych Mężczyzn. Tego właśnie nam potrzeba. Myślę o Henryku V pod Azincourt. Jego wojska stopniały do niewielkiej grupy zmęczonych i znużonych mężczyzn; wielu z nich jest rannych. Wróg przewyższa ich liczebnie pięciokrotnie. Wtedy Henryk V zbiera żołnierzy u swego boku, mówiąc, że nie są najemnikami, a "gromadką braci".
My garść – szczęśliwy krąg – gromadka braci;
Tak, bo kto dzisiaj ze mną krew wyleje,
Zostanie moim bratem
A każdy z owych panów, którzy w Anglii
Gnuśnieją teraz w jedwabnej pościeli,
Przeklnie się za to, że go tu nie było,
odmówi sobie sam miana mężczyzny,
Kiedy ktoś przy nim wspomni, jak to walczył
Wraz z nami...
Tak, potrzebujemy mężczyzn, przed którymi moglibyśmy obnażyć swoją duszę. Ale to nie uda się wśród facetów, którzy nie budzą zaufania i tak naprawdę nie mają ochoty wyruszyć z tobą do bitwy. Odwieczną prawdą jest, że najbardziej oddani to ci, którzy razem walczyli, ludzie z jednego oddziału, kamraci.
(...) Pewien młody pilot RAF-u napisał w 1940 roku przed tym, zanim spadł: "Wszechświat jest tak wielki i tak ponadczasowy, że życie jednego człowieka może być tylko usprawiedliwione miarą jego ofiary".
(...) Miejsce, do którego powołuje cię Bóg, jest tam, gdzie spotyka się twoja największa radość i największy głód całego świata.
Frederick Buechner.
(...) Nie pytaj siebie, co potrzeba światu. Zapytaj się, co ożywia ciebie, i idź, zrób to, ponieważ światu potrzeba ludzi żywych.
(...) Nadając życiu sens, możemy wpędzić się w szaleństwo,
Jednak życie bez sensu jest torturą
Niepokoju i mglistych pragnień -
Łodzią, która tęskni za morzem, ale się go boi.
Edgar Lee Masters.
(...) Antonio Machado napisał:
Ludzkość posiada cztery rzeczy,
Które nie są dobre na morzu -
Ster, kotwicę, wiosła
I lęk przed wypłynięciem.
