Fragment dialogu między bohaterami:
(...) Ale religia to coś więcej. Chodzi o służbę Bogu. Yossi opowiada mi taką historię:
Dwóch mężczyzn odmawia codzienną modlitwę w pracy. Jeden poświęca jej dwadzieścia minut w biurze za zamkniętymi drzwiami i potem czuje się odświeżony i podniesiony na duchu, jakby właśnie wyszedł z sesji terapeutycznej. Drugi jest zbyt zajęty, może wcisnąć tylko pięciominutową modlitwę między rozmowy telefonicznie. Odmawia ją w ekspresowym tempie w pomieszczeniu z materiałami budowlanymi.
Który postępuje lepiej?
- Pierwszy – mówię.
- Nie – zaprzecza Yossi. – Drugi.
Ten drugi robił to tylko dla Boga. Poświęcał swój czas. Nie było w tym korzyści dla niego samego.
Myślę: ciekawe. Modlitwa to dobry sposób, abym nauczył się poświęcać czas dla dobra wyższego. Stanę się bardziej bezinteresowany. Lepszy. I wtedy zdaję sobie sprawę, że znowu wracam do hasła "poradnik". Nie potrafię przed tym uciec.
Znalezione w Roku biblijnego życia A. J. Jacobsa.
Zanotowałem dawno temu:
eros = miłość romantyczna
narcyzm = miłość do samego siebie
sexus = miłość fizyczna
philia = ciepłe uczucie wobec najbliższych osób i rzeczy
storge = miłość rodzicielska
agape = bezinteresowna miłość (z łac. caritas)
Miłość pochodząca od Boga to właśnie agape.
I jeszcze dopisek: miłość to nie jest uczucie, to jest postawa.
Złota liczba, która otacza nas z każdej strony. Czy Bóg w ten sposób podpisał się pod swoim dziełem? Kolejna rzecz, której istnienie ciężko wytłumaczyć "przypadkiem". Na czym polega jej fenomen i dlaczego jest tak wyjątkowa, tak niepodrabialna?
Tak się składa, że mamy dzisiaj święto. Jakie? do końca nie wiadomo. Jedni twierdzą, że to święto Wojska Polskiego, inni upierają się, że chodzi o "Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny". Tak czy owak sklepy są nieczynne, a ty nie musisz iść do roboty.
Zrozumiałem, że jestem perfekcjonistą. To źle. Bardzo źle. Perfekcjonista to osoba, która zbyt dużą uwagę przykłada do niezbyt istotnych szczegółów, przez co traci obraz całości i marnuje dużo czasu. Z pewnością nie zgodzisz się z tym, co teraz napisałem, bo wiesz jaką wartością jest dbałość o szczegół oraz dobrze i konsekwentnie wykonana praca, czyż nie?
Na podstawie książki pt. Wieczność w ich sercach Dona Richardsona wynotowałem określenia, którymi różni ludzie i ludy na przestrzeni lat tytułowały Najwyższego bez znajomości pięcioksięgu (poza Żydami):
El Elyon (Bóg Najwyższy) – Kananejczyk Melchizedek,
Thakur Jiu (Prawdziwy Bóg) – lud Santal,
Viracocha (wszechmocny Stwórca wszechrzeczy) – Inkowie,
Magano (wszechpotężny Stwórca wszystkiego, co istnieje) – lud Gedeo (Etiopia),
Logos, Theos – Grecy,
Jahwe – Żydzi,
Gud (Bóg) – Norwedzy,
Koro (Stwórca) – plemię MBaka,
Szang Ti (Pan Niebios) – Chińczycy,
Hananim (Pan wielki) – Koreańczycy,
Y'wa (Najwyższy Bóg) – lub Karen (Birma),
Karai Kasand (łaskawa nadprzyrodzona istota), Go Hpn Wa Ningsang (pełen chwały), Che Wa Ningchang (Ten, który wie) – lud Kachin (Birma),
Gri'Sza (Stworzyciel wszystkiego) – lud Lahu (Birma),
Siyeh (prawidziwy Bóg) – lud Wa (Birma),
Are-Metaya (Pan Miłosierdzia) – ludy Szan i Palaung (Birma),
Chepo-Thuru (Bóg, który wszystko podtrzymuje) – lug Naga (Indie),
Pathian (jeden najwyższy Bóg, Święty Ojciec) – lud Mizo (Indie).
